Klin świerku
Deskę rozłupuję wzdłuż słojów, nie tnę piłą. Drewno samo pokazuje, gdzie chce pęknąć — i gdzie poniesie dźwięk.
Pracownia lutnicza · Wrocław
„Drewno pamięta. Ja tylko słucham.”
Skrzypce, altówki i wiolonczele budowane ręcznie — jeden instrument naraz, od deski świerku po lakier spirytusowy.
Dwa drewna, jeden głos.
Wierzch ze świerku, spód z jaworu. Świerk niesie głos — jego proste, gęste słoje prowadzą dźwięk tak, jak koryto prowadzi rzekę. Jawor odpowiada niżej, ciemniej, i daje instrumentowi ciało. Każdą deskę dobieram ręką i uchem: stukam w nią palcem, słucham, odkładam. Większość odrzucam.
Drewno na moje instrumenty schnie w warsztacie po dwanaście lat, zanim dotknie go dłuto. Pośpiech słychać później — w tonie, który się zamyka i nie chce otworzyć. Cierpliwość też słychać. Dlatego nie liczę godzin, liczę lata.
— Jakub Grabskilutnik
Każdy instrument powstaje w tej samej kolejności — sześć etapów, miesiące, nie dni. Przesuń oś rzemiosła.
Deskę rozłupuję wzdłuż słojów, nie tnę piłą. Drewno samo pokazuje, gdzie chce pęknąć — i gdzie poniesie dźwięk.
Dwie połówki łączę klejem skórnym, na spoinę cienką jak włos. Klej, który można kiedyś rozpuścić — instrument ma żyć dłużej niż ja.
Dłutem i strugiem wybieram łuk płyty. Grubość mierzę światłem i palcem — kilka dziesiątych milimetra decyduje o barwie.
Wycinam efy — dwa f, przez które instrument oddycha. W środku wklejam bas-belkę, która niesie niskie tony.
Ślimak rzeźbię z jednego kawałka jaworu. To podpis lutnika — nikt nie zwija go tak samo.
Kilkanaście cienkich warstw, każda schnie dniami. Lakier nie zdobi — oddycha z drewnem i dojrzewa razem z tonem.
Trzy głosy jednej rodziny. Czas oczekiwania to czas budowy i dojrzewania lakieru — nie kolejka.
Model po Stradivarim, menzura 328 mm. Strojone i regulowane pod Twoją rękę już w pracowni.
Menzura pod zasięg Twojego ramienia. Ciemny, nośny alt, który wypełnia salę bez wysiłku.
Instrument na estradę i na życie. Budowany raz, strojony przez pokolenia.
Ceny od. Ostateczna wycena po rozmowie i wspólnym wyborze drewna.
Pęknięcia, otwarcia szwów, nowe podstawki i dusze, korekta gryfu i progówek. Każdy instrument oglądam osobiście, przy północnym świetle — dopiero potem mówię, co da się zrobić.
Wycena indywidualna · bez pośpiechuWymianę włosia i regulację smyczka wykonuję z włosia mongolskiego, na drzewcu fernambukowym. Nowy oklejam pod Twoją grę, stary przywracam do formy — tak, by znów trzymał napięcie.
Włosie mongolskie · fernambuk
Jedno okno od północy — światło, które nie kłamie o kolorze drewna.
Zapach żywicy, kleju skórnego i lakieru; wióry pod stopami. Tu czas mierzy się warstwami, nie zegarem — i nikt nie każe drewnu się spieszyć.
Uczył się w Cremonie — mieście, w którym drewno od czterystu lat uczy się mówić. Osiemnaście lat spędził przy jednym warsztacie, jednym oknie, jednym świetle. Instrumenty jego ręki grają dziś w dwóch filharmoniach; reszta jest w rękach tych, którzy je wybrali.
Najpierw o Tobie i Twojej muzyce, potem o instrumencie. Bez tego nie zaczynam.
Rezerwuje miejsce w kolejce i drewno, które od tej chwili schnie z myślą o Tobie.
Co miesiąc dostajesz relację foto z warsztatu. Instrument rośnie na Twoich oczach.
Strojenie duszy i podstawek ustawiam pod Twój sposób grania. Wyjeżdżasz z instrumentem, nie z paczką.
ul. Łokietka 12, oficyna
50-243 Wrocław
wt–sob · 10:00–18:00
wyłącznie po umówieniu